Pierwsza Komunia dla dzieci (świadectwo)

29 grudnia 2014 - autor: G

Autorem książki pt. „50 lat w kościele rzymskokatolickim” („Fifty Years in the Church of Rome”) jest Charles Chiniquy, z której zaczerpnąłem to świadectwo (rozdział 7 i 8 książki).

Nic nie może przekroczyć ostrożności, z jaką katoliccy księża przygotowują dzieci do ich pierwszej komunii. Dwa do trzech miesięcy są wyróżnione do tego celu co roku. Przez cały ten czas dzieci są zobowiązane chodzić do kościoła niemal codziennie, nie tylko, by nauczyć się na pamięć całego katechizmu, ale by usłyszeć wyjaśnienia wszystkich jego nauk.

Nas nauczał ksiądz Morin, o którym wcześniej wspomniałem. By niezwykle miły dla dzieci, a my go szanowaliśmy i kochaliśmy szczerze. Jego instrukcje były dość długie, ale lubiliśmy go słuchać, bo zawsze miał jakieś nowe i ciekawe historie do opowiedzenia.

Nasze przygotowanie do pierwszej komunii było podstawą do bałwochwalstwa i przesądów, które daje Kościół Rzymski, podający się za Kościół Chrystusa. To te katechezy uczą nas, że papieża i jego przedstawicieli trzeba otaczać szacunkiem, można powiedzieć adoracją, psując prawdy płynące z Ewangelii. To tutaj Chrystus jest usuwany z serc, a zapłacił tak wielką cenę, a Jego miejsce zajmuje Maryja. Ale ta nieprawość jest tak umiejętnie ukryta, z kolorami tak pięknymi, urzekającymi ludzką naturę, iż jest to prawie niemożliwe, by uniknąć pułapki.

Pewnego dnia ksiądz powiedział do mnie: „Wstań moje dziecko, byś odpowiedział na wiele ważnych pytań, które chcę ci zadać.”

Wstałem.

„Moje dziecko, kiedy coś przeskrobałeś w domu, kto pierwszy cię karał – mama czy tata?”

Po chwili wahania powiedziałem: „Mój ojciec”.

„Dobrze, moje dziecko. W rzeczywistości ojciec jest prawie zawsze bardziej niecierpliwy i bardziej skory do karania swoich dzieci, aniżeli matka.”

„A teraz powiedz, kto karał cię bardziej srogo, twoja matka czy ojciec?”

Bez wahania rzekełem: „Mój ojciec”.

„Wciąż prawda. Dobroć matki jest postrzegana nawet w akcie poprawy. Jej gniew jest mniejszy od gniewu ojca. Ponadto, gdy zasługujesz na karę, matka sprzeciwia się ojcu, broni cię, a także uspokaja go, by nie krzyczał na ciebie?”

Tak, mama często to robiła i uchroniła mnie od srogich kar więcej niż raz.

„Tak jest. Nie tylko ciebie, ale nas wszystkich. Czy to nie matka chroni was przed gniewem ojca, powiedzcie?”

„Taaak!” powiedziały dzieci.

„Jeszcze jedno pytanie. Kiedy ojciec wam daje cięgi, do kogo się rzucicie w ramiona?”

„Ja wtedy idę do mamy. Usprawiedliwia mnie, więc często uchodzi mi to na sucho.”

„Dobrze, a teraz posłuchajcie.”

Drogie dzieci, mamy w niebie i matkę i ojca. Naszym ojcem jest Chrystus, a naszą matką jest Maryja. Pamiętajcie, że serce matki jest zawsze bardziej łagodne i zawsze bardziej skłonne do wybaczania, aniżeli serce ojca.

Często urażałeś Ojca swymi grzechami, sprawiałeś, że się złości przez to na ciebie. Co się wtedy dzieje? Twój Ojciec w niebie bierze kij, by cię ukarać. Grozi ci, że cię zmiażdży wrzeszczącym piorunem. Otwiera bramy piekła, by cię tam umieścić. I byłbyś tam już dawno temu, gdyby nie twoja Matka, kochająca Matka w niebie, która kruszy jego rozgniewane serce i uspokaja je. Kiedy Chrystus ukarałby cię, jak zasłużyłeś, twoja Matka wstawia się za tobą i Go łagodzi. Ona jest między tobą a Nim, chroni cię przed karą. Jest za tobą, prosi o wybaczenie i to uzyskuje.

Jak młody Chiniquy powiedział wam, często powierza się w ramiona matki, by chronić się przed gniewem ojca – jeśli wasze sumienie wam mówi, że coś przeskrobaliście i Syn Boży jest przeciwko wam – to dobry powód, by zwrócić się do Matki! Zawierz się jej, a otrzymasz wybaczenie – i miej pewność, że będziesz przez nią zbawiony.

To właśnie sposób, w jaki papież i księża zmienili ewangelię. W kościele rzymskim to Maryja, nie Chrystus, reprezentuje niezrównaną miłość i miłosierdzie Boga dla grzeszników. Grzesznik nie jest skierowany, by umieścić swoją nadzieję w Synu Bożym, ale w Maryi, jako w ucieczce od zasłużonej kary! To nie Chrystus, a Maryja, kto ratuje grzeszników! Syn Boży zawsze każe winnych, a Maryja jest zawsze dla nich miłosierna!

Kościół rzymski przez to wpadł w idolatrię. Wybiera raczej Maryję niż Chrystusa. Z pomocą tej bezbożnej nauki Rzym niszczy intelekty, uwodzi serca i unicestwia dusze młodych na zawsze. Pod pretekstem czczenia Dziewicy (wieczne dziewictwo – wymysł KRK /G.) Maryi, obrażają ją poprzez wypaczenie obrazu jej Syna, strasząc Nim.

Dla dziecka dzień pierwszej komunii jest równie piękny, jak i smutny. Jak wiele radości i strachu wznosi się w jego głowie, kiedy po raz pierwszy będzie jadł to, o czym był nauczany, że to jego Bóg! Jak wiele podjął trudów, by obalić przejawy własnego myślenia, racjonalnego myślenia. Przyznam z głębokim żalem, że zniszczyłem prawie całkowicie swoje zdanie, by tylko przystąpić do pierwszej komunii. Tak, byłem rozdarty wewnętrznie, że muszę zjeść to, co ksiądz zapewnił, że jest prawdziwym Ciałem, prawdziwą Krwią, i prawdziwym bóstwem i duszą Chrystusa. Miałem Go zjeść, nie symbolicznie, lub w przenośni, ale w sposób dosłowny. Miałem zjeść Jego mięso, Jego kości, Jego ręce, Jego stopy, Jego głowię, Jego całe Ciało! Musiałem w to wierzyć, inaczej trafiłbym do piekła na zawsze. Przez cały czas moje oczy, moje usta i mój język mówiły mi, że to był tylko chleb.

Czy kiedykolwiek był, albo czy kiedykolwiek będzie kapłan lub świecki, który wierzy w to, co naucza kościół rzymski o rzeczywistej obecności Chrystusa? Czy powinienem powiedzieć, że wierzyłem w rzeczywistą obecność Chrystusa w komunii? Wierzyłem, jak każdy dobry katolik. Wierzyłem, jak doskonały idiota. Cokolwiek było konieczne do zdroworozsądkowego aktu wiary w tej kwestii zostało we mnie zniszczone, tak samo, jak w każdym księdzu czy osobie świeckiej. Moje zmysły i mój rozum zostały złożone w ofierze u stóp nowoczesnego, okropnego boga – papieża. Byłem winny nieprawdopodobnie głupiego aktu. Mówiłem sobie w myślach:

Cisza, jesteście kłamcami! Wierzyłem do dzisiaj, że jesteście dani przez Boga, by nauczyć mnie chodzić po ciemnych ścieżkach, ale oto święty papież uczy mnie, że jesteście tylko instrumentami diabła, by mnie oszukać!

Kim jest człowiek, który rezygnuje z wolności intelektualnej oraz dba o to, by nie wierzyć swoim zmysłom? Czy nie postępuje jak część osoby, która nie ma daru inteligencji? Dobry rzymski katolik musi osiągnąć taki punkt! To był mój własny stan podczas pierwszej komunii.

Gdy Syn Boży powiedział:

Gdybym nie przyszedł i do nich nie mówił, nie mieliby grzechu; lecz teraz nie mają wymówki z powodu grzechu swego. Kto mnie nienawidzi, i Ojca mego nienawidzi. Gdybym wśród nich nie pełnił uczynków, których nikt inny nie czynił, nie mieliby grzechu, lecz teraz i widzieli, i znienawidzili zarówno mnie, jak i Ojca mego. – J 15:22-24, BW

Pokazał, że grzechy Żydów składały się na to, że nie wierzyli w to, co widzieli, i w to, co słyszeli. A oto papież mówi do katolików, że nie mogą wierzyć w to, co ich ręce bez wątpienia czują, i to, co ich oczy bez wątpienia widzą. Papież uchylił zeznania potwierdzone przez Chrystusa.

W momencie przyjmowania komunii dwa odczucia były w stanie wojny w moim umyśle. A każdy walczył o zwycięstwo. Z jednej strony cieszyłem się, że wkrótce będę miał całkowite posiadanie Chrystusa, ale z drugiej strony byłem zmartwiony i poniżony przez absurd, w który musiałem wierzyć, przed otrzymaniem sakramentu. Choć miałem zaledwie 12 lat, przyzwyczaiłem się do refleksji na temat ciemności, do której prowadził ten dogmat. Miałem zwyczaj ufać oczom, iż widzę kawałek chleba, a nie ciało dorosłego człowieka!

Poza tym, czułem ekstremalną odrazę na temat pomysłu jedzenia ludzkiego mięsa i picia ludzkiej krwi, nawet jeśli zapewniali mnie, że to Ciało i Krew Chrystusa osobiście. Ale bardziej zaniepokoiła mnie idea tego Boga, który wydawał mi się wielki, wspaniały, święty, nieopisany, będący jedzony przeze mnie jako kawałek zwykłego chleba! Straszna była walka w moim młodym sercu, gdzie radość i strach, wiara i niewiara ścierały się na przemian.

Mimo, że ta tajna walka była znana tylko mnie i Bogu, musiałem wytrzeć zimny pot, który pojawił się na moim czole. Całą duszą modliłem się do Boga i Matki Boskiej o bycie miłosiernym dla mnie, aby dać mi siłę i wskazówki, jak wytrwać te godziny udręki. Kościół rzymski to zdecydowanie najbardziej umiejętna ludzka maszyna, jaką świat widział. Ci, którzy go prowadzą to niewątpliwie tęgie głowy. Oni rozumieją, jak trudno byłoby uzyskać spokój oraz uczciwy i myślący umysł do odbioru tego potwornego dogmatu o rzeczywistej, cielesnej obecności Chrystusa w komunii. Oni doskonale przewidzieli walkę, która będzie się odbywać w umysłach dzieci, gdy będą starać się ogarnąć rozumem ofiarę. W celu uniknięcia tych zmagań, zawsze tak niebezpiecznych dla kościoła, starano się, by odsunąć uwagę od tego, co wyrabia się na ołtarzu.

Po pierwsze, na prośbę proboszcza, wspomożonego przez próżność rodziców, dzieci są ubrane tak elegancko, jak tylko możliwe. Budynek kościoła jest bogato urządzony. Uroki wyrobu wokalno-instrumentalnego stanowią część festynu. Kadzidło spala się, a zapach unosi się do niebios. Cała parafia jest zaproszona, a także ludzie przychodzą ze rodzin dzieci. Kapłan jest ubrany w najbardziej kosztowny strój. W ręku dziecka umieszczona jest świeczka, która jest wystarczająca, by odciągnąć uwagę. Jeden nieuważny ruch, i już podpaliłby ubranie sąsiada, albo swoje – nieszczęście, które zdarzyło się więcej niż jeden raz w mojej obecności.

Teraz, w środku wielkiego show, gdzie psalmy są śpiewane po łacinie, a ja nie rozumiem żadnego słowa, w obecności złotych i srebrnych ozdób, które świecą w moich oczach, trzymając świeczkę, w ciągłym strachu, by kogoś nie podpalić, jak można myśleć o komunii?

Biedne dzieci! Ich oczy wędrują z obiektu do obiektu, moment komunii przybywa, nie pozostawiając chwili na przemyślenie, co za chwilę. Otwiera usta, a kapłan stawia na jego język cienki kawałek opłatka, który albo przylega do podniebienia, albo rozpływa się w ustach, by szybko trafić do brzucha, tak jak zwykłe żarcie, które spożywa trzy razy dziennie!

Pierwsze uczucie dziecka – zaskoczenie, że Stwórca świata, nieba i ziemi, Strażnik wszechświata, Zbawiciel ludzki tak łatwo może przejść przez gardło. Ok, teraz prowadź dzieci do ich domów, po tej komedii. Zobacz ich wyluzowanie. Radość, śmiechy, wyluzowanie. Czy widzisz coś, co wskazuje, że wierzyli w rzeczywistą obecność Chrystusa? Czy wierzyli w rzeczywistość tego dogmatu?

Nie, nie wierzyli. Biedne dziecko myśli, że wierzy, a ono szczerze stara się wierzyć. Wierzy na tyle, na ile jest to możliwe, aby wierzyć w tę potworną i śmieszną historyjkę, przeczącą najprostszym prawom prawdy i rozsądku. Wierzy, jak rzymscy katolicy wierzą. Wierzy, jak idioci wierzą!

To robi z nim pierwsza komunia, do końca jego życia, prawdziwą maszynę w rękach papieża! Jest to pierwsze, ale najpotężniejsze ogniwo tego długiego łańcucha niewolnictwa, którego ksiądz narzuca na szyję dziecku. Papież trzyma za koniec tego łańcucha, a wraz z nim jego ofiara będzie chodzić w prawo lub w lewo, jak tylko jej właściciel sobie zamarzy. W taki sam sposób, w jaki ludzie wyprowadzają na spacer psy. Jak mówią energiczne słowa Loyoli, iż jeśli te dzieci przyjmą właściwie pierwszą komunię, to będą poddani papieżowi. Nie będą mieli własnego zdania.

Jeśli Bóg nie dokona cudu, by wyprowadzić ich z tej niewoli, która jest tysiąc razy gorsza od egipskiej, pozostaną oni w niej do końca życia. Moja dusza zna wagę tych łańcuchów. Czuła hańbę tej niewoli! Ale miłosierny Władca spojrzał na mnie. On złamał, zniszczył te łańcuchy, i Jego święte Słowo, które mnie uwolniło.

Niech Jego imię będzie na zawsze wywyższone!

Tłumaczenie: Girion

Reklamy

  • 787,274 wyświetleń
%d blogerów lubi to: